Kulturystyka (rozumiana jako potrzeba pracy nad wyglądem ciała i chęć zmiany jego proporcji) jest, jak się zdaje, jedną z najczęściej uprawianych rekreacyjnie dziedzin sportu w Polsce. Decyduje o tym zapewne liczebność siłowni i klubów fitness w stosunku do innego rodzaju obiektów sportowych (basenów, kortów tenisowych, boisk czy skoczni narciarskich), gwarantująca dostępność oraz relatywnie niewielkie koszty uprawiania tego sportu na poziomie rekreacyjnym.
Wydaje się również, że nietrudno o sukces na siłowni. Wystarczy systematyka, konsekwencja w działaniu i wytrwałość oraz niewielkie ograniczenia dotyczące diety – i już można wychodzić na scenę.
Gen mistrza
Pytanie:
Witam, Panie Robercie! Mam na imię Michał, trenuję już od trzech lat i jak na razie jestem zadowolony z rozwoju mojej sylwetki. Jedynym problemem są nogi, które wprawdzie nabierają masy, ale nie rosną tak, jak bym chciał. Czy mógłby mi Pan polecić jakiś schemat treningu nóg, ukierunkowany na ich poszerzenie?
Odpowiedź:
Jeśli chcesz rozbudować nogi, to powinieneś polubić przysiady wykonywane na różnych przyrządach (sztanga czy suwnica Smitha z gryfem trzymanym z przodu lub z tyłu, hack maszyna, przysiad ze sztangielką) oraz wyciskanie na suwnicy skośnej. To są podstawowe ćwiczenia na masę czworogłowych.
Przegrać o grubość bronzera
Kulturystyka jest sportem sylwetkowym. Być może dlatego niektórzy nie uznają jej za dziedzinę sportu. Rywalizacja na scenie w trakcie zawodów kulturystycznych bardziej przypomina wybory miss niż inne zawody sportowe, których wynik można zmierzyć i raczej trudno z nim dyskutować. W kulturystyce wynik końcowy nad wyraz często budzi kontrowersje, a oceny sędziów są analizowane, dyskutowane i nierzadko ostro krytykowane za brak obiektywizmu, często wielu uznaje je za wręcz niesprawiedliwe.
Dla przeciętnego zjadacza chleba wszyscy zawodnicy są tak samo paskudnie lub wspaniale (w zależności od upodobań) zbudowani i trudno mu zrozumieć, dlaczego wygrywa akurat ten, a nie inny. Wydawałoby się, że stali bywalcy siłowni są znacznie lepiej zorientowani w tym, co i dlaczego podlega ocenie, jednak nawet oni mają z tym problem i otwarcie przyznają, że nie widzą znaczących różnic w wyglądzie poszczególnych zawodników. Dlatego też jest to sport, który w swoim obecnym wydaniu według mnie nie nadaje się ani do telewizji (oprócz branżowych portali internetowych), ani też na olimpiadę. Być może dla przeciętnego widza fitness sylwetkowe i gimnastyczne oraz kulturystyka klasyczna byłyby jeszcze do przyjęcia, ale nie jako formy rywalizacji sportowej, lecz rozpatrywane raczej w kategoriach konkursu piękności.
Kulturystyka, zwłaszcza ekstremalna, ma kiepski PR ze względu na powszechne kojarzenie jej z nadużywaniem niedozwolonych środków wspomagających. W odniesieniu do innych dziedzin sportu skojarzenie to jest raczej sporadyczne, może z wyjątkiem kolarstwa. Jednakże bezdyskusyjny jest fakt, że aby doprowadzić ciało do wyglądu prezentowanego na scenie kulturystycznej, trzeba na to zapracować, poświęcając się na siłowni i w kuchni; trzeba mieć chociaż odrobinę predyspozycji genetycznych i sporą wiedzę, która pozwoli to wszystko połączyć w sensowną całość. Z teoretycznych i praktycznych osiągnięć kulturystyki w zakresie treningu, suplementacji i żywienia czerpią zarówno dietetycy i trenerzy, którzy zajmują się odchudzaniem i modelowaniem sylwetek, jak i wszystkie inne dziedziny sportu. To, co kulturyści przetestują dzisiaj, wszyscy inni sportowcy, a nawet przeciętni ludzie będą stosować za kilka lat. Obecnie wiele form terapii przeciw skutkom starzenia, a także niekonwencjonalne nowoczesne metody leczenia niektórych schorzeń czy urazów, dostępne również w Polsce, opierają się na doświadczeniach płynących z kulturystyki i innych dziedzin sportu.
Wziąwszy pod uwagę wszystko co napisałem, należy się chyba cieszyć, że co roku przybywa nam nowych zawodników, że ludzie chcą próbować swoich sił na scenie kulturystycznej, i że od czasu do czasu zdarza się zawodnik czy zawodniczka na światowym poziomie.
Na przełomie października i listopada dwukrotnie miałem okazję oglądać krajowe zawody kulturystyczne, stanowiące eliminacje do rozgrywanych w późniejszym terminie mistrzostw świata. Mimo że liczba startujących była raczej niewielka, to generalnie uznałbym te zawody za ciekawe, a niektóre kategorie za naprawdę nieźle obsadzone. Chciałbym jednak podzielić się kilkoma spostrzeżeniami i uwagami odnośnie oceny sędziowskiej oraz prezentacji zawodników na scenie.
Więcej w grudniowym wydaniu Muscular Development
Dziesięć startów w ciągu ośmiu miesięcy – podsumowanie sezonu startowego 2011
Witam ponownie wszystkich czytelników MD. Jestem już po zawodach Arnold Classic Europe w Madrycie, które były dla mnie ostatnimi w tym roku. Jeszcze przed Olympią zaplanowałem, że sprawię sobie i rodzinie nagrodę za cały rok ciężkiej pracy i zrobię dłuższą przerwę w startach. Ponieważ jednak muszę mieć jakiś cel, postanowiłem wstępnie wyznaczyć datę zawodów, do których będę się szykował. Przyjąłem, że najbliższe zawody, w których mógłbym wystartować to NY Pro w maju 2012, ale jest to tylko i wyłącznie wstępne założenie i może ulec zmianie.
W ciągu ośmiu miesięcy, od lutego do października, w sumie wystartowałem dziesięć razy i był to istny maraton, zwłaszcza końcówka sezonu startowego, kiedy w ciągu trzech tygodni miałem trzy najważniejsze, z mojego punktu widzenia, imprezy. Rzecz jasna zakończenie sezonu startowego skłania mnie do przemyśleń i podsumowań.
Ogólnie jestem zadowolony, zarówno z tego, co udało mi się osiągnąć, jak i z formy startowej oraz poziomu przygotowania, które zaprezentowałem na zawodach. Zwłaszcza ostatnie starty upewniły mnie, że podążam we właściwym kierunku. Dostałem pełne aprobaty sygnały od sędziów, kibiców, innych zawodników oraz fotoreporterów i dziennikarzy z prasy branżowej. Również mój obecny sponsor, hiszpańska firma Nutrytec Sport, docenił moją determinację oraz osiągnięte w tym roku sukcesy i przedłużył ze mną kontrakt sponsorski na kilka następnych lat, na bardzo korzystnych i satysfakcjonujących mnie warunkach, co niewątpliwie pozwoli mi się spokojnie przygotowywać do kolejnych startów.
Niemałe znaczenie dla mojego wyglądu i prezentacji na scenie ma również fakt, że dzięki wielokrotnym startom nauczyłem się, jak odpowiednio przygotować skórę do brązowienia i jak korzystać z bronzerów, aby osiągnąć perfekcyjny wygląd i nie zepsuć wielu tygodni kosztownych przygotowań nieodpowiednio dobranym lub źle użytym kosmetykiem. Dla wyglądu czarnoskórych zawodników nie ma to wielkiego znaczenia, choć oni również korzystają z brązowienia i oliwienia przed wyjściem na scenę. Biali mają z tym prawdziwy problem, zarówno z kolorem, jak i z fakturą i wyglądem skóry. Po pierwsze, wielu zawodników jest przyzwyczajonych do stosowania bronzera w kremie na krótko przed wyjściem na scenę. Wszystkie kosmetyki niebrudzące, jak na przykład: Jan Tana, ProTan, Liquid Sun Rayz (dostępne na stronie www.polishproteam.pl) należy stosować znacznie wcześniej, aby osiągnąć pożądany efekt. Mają one tę przewagę nad bronzerami w kremie, że nie ścierają się, nie brudzą spodenek startowych i wszystkiego dookoła, a przede wszystkim nie zakrywają definicji. Ich wadą jest to, że należy je zastosować znacznie wcześniej i nałożyć co najmniej dwukrotnie, aby uzyskać oczekiwany kolor. Dodatkowo, w zależności od tego czy skóra jest sucha, czy tłusta, trzeba ją odpowiednio przygotować do nałożenia bronzera. Dla korzystnej prezentacji na scenie równie istotne jest użycie oliwki, która powinna być dobrana w taki sposób, aby podkreślić definicję i separację, a przy okazji nie wywołać wrażenia, że zawodnik jest „zalany”. Są dostępne oliwki różnego rodzaju. Takie, które podkreślają definicję, waskularyzację, do sesji fotograficznych i przyciemniające oraz wyrównujące kolor, w płynie, w sprayu lub w żelu. Każdą należy dobierać indywidualnie, w zależności od wyglądu zawodnika oraz oświetlenia na scenie.
Więcej w listopadowym wydaniu Muscular Development
Witam ponownie wszystkich czytelników MD! Pod koniec sierpnia wyjechałem do USA, planując miesięczny pobyt. Przyjechałem do Stanów tydzień przed Phoenix Pro i postanowiłem, że niezależnie od wyników w Phoenix i w Tijuanie, pojadę do Las Vegas – jako widz lub jako zawodnik.
Miałem nadzieję, że moja współpraca z trenerem ze Stanów przyniesie dobre efekty przekładające się na wyższe miejsce w zawodach. Teoretycznie, zmiany w mojej diecie były niewielkie, ale wiem już od dawna, że zwłaszcza końcowy etap przygotowań do zawodów wymaga bardzo subtelnych posunięć, delikatnych korekt diety i treningu oraz odpowiedniej, bieżącej reakcji na to, co się dzieje. Nie można przyjmować, że za każdym razem ten sam tok przygotowań przyniesie ten sam dobry efekt. Przekonałem się o tym niejednokrotnie.
Na podstawie wyników osiągniętych przeze mnie na zawodach, w których startowałem (nawet jeśli uważam, że nie są do końca miarodajne) wysnułem wniosek, że mój wygląd na scenie nie jest dokładnie taki, jakiego oczekują sędziowie. Potrzebne mi było nowe spojrzenie. Obaj z trenerem uznaliśmy, że do zawodów w Phoenix spróbuję się maksymalnie wysuszyć, bo najwyraźniej dobra forma jest doceniana bardziej niż wielkość czy kompletność umięśnienia. Rzeczywiście, zszedłem z wagą bardzo nisko i osiągnąłem efekt w postaci maksymalnego wysuszenia, jakie było możliwe dla mnie w danej chwili. Byłem zadowolony z formy, choć uznałem, że ładowanie robiliśmy trochę zbyt krótko, co niekorzystnie się odbiło na pełności niektórych grup mięśniowych, zwłaszcza nóg i klatki. Razem z trenerem postanowiliśmy, że w następnych zawodach w Tijuanie dokonamy niewielkich korekt, między innymi, jeśli chodzi o okres trwania ładowania i ilość węglowodanów, co powinno przynieść dobry efekt w postaci lepszego wypełnienia mięśni.
Rzecz jasna nie byłem zadowolony z miejsca, które zająłem w Phoenix, ale uważam (i nie jestem w tym odosobniony), że sędziowanie tam było wyjątkowo dyskusyjne i nie tylko ja zostałem nieodpowiednio oceniony.
Więcej w październikowym wydaniu Muscular Development
Czy jest szansa, abym zajmował wyższe lokaty na konkursach Proleague? Nowa koncepcja przygotowań do zawodów
Witam ponownie wszystkich czytelników MD. Dla niektórych wakacje to czas laby i całkowitego odpoczynku od treningu i diety. Dla mnie tegoroczne wakacje były czasem wytężonej pracy ze względu na zaplanowane jeszcze w tym roku starty w zawodach i, rzecz jasna, dążenie do zrealizowania wyznaczonego celu, tj. uzyskania kwalifikacji na najbardziej prestiżowe zawody w świecie kulturystyki – Mr. Olympia zawodowców oraz zaprezentowanie się na nich z jak najlepszej strony.
Pogoda, na którą wszyscy w tym roku tak narzekają, była dla mnie błogosławieństwem. Zero upału, przyjemny chłodek, słowem idealne warunki do zrobienia dobrego treningu i utrzymania diety bez problemów z brakiem apetytu. Pod koniec lipca spędziłem z rodziną bardzo relaksujący tydzień na wakacjach w Gdańsku. Gościłem w klubie Powerpit Gym, gdzie w przyjaznej atmosferze zrobiłem kilka hardcorowych treningów wraz z Radkiem Słodkiewiczem i Markiem Olejniczakiem. Zdjęcia i filmy możecie obejrzeć na portalu internetowym MD. Jeśli chcecie uzyskać bieżące informacje o przygotowaniach, startach, obejrzeć filmy z treningów i dowiedzieć się, co u mnie słychać zapraszam też na moją nową stronę internetową polishproteam.pl oraz na konto na Facebooku.
Na początku bieżącego roku zaplanowałem wiele startów, aby pod koniec roku podjąć decyzję, co do mojej przyszłości w lidze zawodowej. Ponieważ przygotowania i wyjazdy pochłaniają sporo pieniędzy jestem zmuszony dużo wcześniej planować, co będę robił w nadchodzącym roku, w zależności od zajmowanych miejsc oraz mojej pozycji jako zawodnika. Jeśli chciałbym sponsoringu ze strony amerykańskiej firmy odżywkowej muszę mieć na koncie jakieś sukcesy, w przeciwnym razie spotkam się z odmową. Tegoroczne liczne starty zadecydowały o mojej dość wysokiej pozycji w rankingu zawodników, co z kolei zaowocowało zaproszeniem mnie na Arnold Classic w Madrycie, gdzie znalazłem się w bardzo doborowym gronie 15 zawodników. Będą to ostatnie zawody, w których wystąpię w tym roku i mam nadzieję powalczyć w nich o dobrą pozycję w klasyfikacji końcowej.
Poza Arnold Classic zamierzam jeszcze wystąpić pod koniec sierpnia w Phoenix oraz na początku września w Tijuanie. Nie ukrywam, że liczę na zdobycie kwalifikacji na tegoroczne Mr. Olympia w tych zawodach. Niezależnie od uzyskania kwalifikacji zamierzam udać się również do Las Vegas być może jako startujący zawodnik lub tylko jako widz.
Jeśli chodzi o dotychczasowe starty, to moje największe rozczarowanie stanowiło miejsce, które zająłem na FIBO Power. Uważam, że z formą, którą tam zaprezentowałem mogłem z powodzeniem zająć 3. miejsce i nikt nie powinien czuć się pokrzywdzony. Liczyłem na nieco więcej obiektywizmu i sympatii ze strony europejskich sędziów, ale najwyraźniej nieco się przeliczyłem.
Wiele osób pyta mnie czy ocena, jaką uzyskuję na zawodach i stałe spychanie mnie na niższe niż te, które powinienem zajmować miejsca, nie zniechęcają mnie do startów i próbowania swoich sił w gronie zawodowców. Otóż nie, powiedziałbym raczej, że wprost przeciwnie. Motywują mnie do pracy i pokazania, że stać mnie na znacznie więcej. Jak już wyjaśniałem kilkukrotnie, moje przejście na zawodowstwo nie było przypadkowe. Decyzję podjąłem świadomie, mając na uwadze fakt, że starty w gronie amatorów nie są już wyzwaniem, nie stanowią motywacji do działania, a poza tym wcześniej czy później polską i światową kulturystykę dopadnie kryzys, skończy się wygrywanie pieniędzy w cyklu Elite Tour oraz w międzynarodowych zawodach organizowanych w krajach europejskich. Należało więc uciekać, a kulturystyka zawodowa stanowiła spore wyzwanie. Nie pomyliłem się też spodziewając się, że będzie ciężko.
Ponieważ nie mam do końca wpływu na moją promocję w Stanach ani też nie mogę zmusić amerykańskiej firmy odżywkowej do podpisania ze mną kontraktu i promowania mnie w USA, postanowiłem skorzystać z jedynej dostępnej dla mnie opcji, czyli zapłacić dobremu, znanemu trenerowi stamtąd za przygotowanie mnie do zawodów i wypracowanie oczekiwanej przez sędziów nienagannej formy. Widzę przynajmniej trzy korzyści płynące z takiej współpracy.
Po pierwsze przekonam się, jak dobrze mogę być przygotowany do zawodów konsultując się z uznanym fachowcem. Od początku kariery zawsze w sprawach przygotowań konsultowałem się z najlepszymi dostępnymi trenerami i to przynosiło dobre rezultaty.
Oczywiście uważam, że sam potrafię się całkiem nieźle przygotować, ale problem polega na tym, że jestem w pewien sposób ograniczony poprzez posiadaną przez mnie wiedzę oraz obawę przed wprowadzaniem radykalnych zmian, bo może coś nie wyjść. To, co sprawdzało mi się przy wadze 100 kg, niekoniecznie przyniesie oczekiwany rezultat przy 115 kg, a eksperymenty są zbyt kosztowne. Kiedy przygotowujesz się do zawodów sam i osiągasz dobry wygląd, to nie widzisz potrzeby wprowadzania zmian, a często nawet nie wiesz, jakie, pozornie drobne, korekty wprowadzić, żeby wygląd był jeszcze lepszy.
W tegorocznym cyklu przygotowań do zawodów zauważyłem, że coraz trudniej jest mi uzyskać suchy wygląd pleców i pośladków, mimo iż ogólnie jestem bardzo dobrze odtłuszczony i poziom odwodnienia też jest odpowiedni. Poza zawodami FIBO Power, gdzie rzeczywiście nie mogłem sobie nic zarzucić, na wszystkich pozostałych konkursach ten problem był zauważalny.
W toku obecnych przygotowań, już po konsultacjach z wybranym przez mnie trenerem, widzę, że jestem znacznie bardziej suchy i mogę się spodziewać, że wyeliminowałem popełniany wcześniej błąd.
Kolejną korzyścią płynącą z naszej współpracy jest fakt, że mogę się bardzo wiele dowiedzieć i nauczyć. Jest to wiedza absolutnie bezcenna, tym bardziej, że na moim poziomie zaawansowania jako zawodnika, nawet najdrobniejsze szczegóły mają wpływ na późniejszy wygląd na scenie. Nie chodzi tu o żadną wiedzę tajemną. Po prostu ktoś, kto przygotowuje wielu zawodników spotyka się w swojej pracy z licznymi problemami i z praktyki trenerskiej wie, jak zareagować, aby je rozwiązać. Ja mogę osiągnąć to samo metodą prób i błędów, eksperymentując na sobie, na co szkoda mi czasu i pieniędzy.
No i pozostaje jeszcze korzyść w postaci promocji czy też nawiązania kontaktów z pewnymi osobami z branży, z którymi mój trener jest w dobrych stosunkach. Te kontakty mogą się okazać dla takiej osoby jak ja bezcenne.
Mam nadzieję, że wszystko to, co opisałem powyżej pozwoli mi na zajęcie na tyle dobrego miejsca w nadchodzących zawodach, że kwalifikacja na tegoroczny konkurs Mr. Olympia okaże się faktem. Trzymajcie za mnie kciuki.
Dlaczego nie mam szans na zwycięstwa w lidze zawodowej, czyli moja „teoria spisku”
Witam ponownie wszystkich czytelników MD. Jako że w tym miesiącu szykuję się do startu w Toronto i w Tampie i nie mam zbyt wiele czasu będzie krótko i po trochu na różne tematy.
Przede wszystkim postanowiłem wyjaśnić sprawę, która już od dawna nurtuje niektórych fanów kulturystyki w Polsce. Chodzi o kwestię braku promocji mojej osoby, jak rozumiem, przede wszystkim, w Internecie. Dotarły do mnie opinie, że nie można się dowiedzieć niczego o moich planach startowych, aktualnej formie, diecie, treningach itp. Nie mogę się z tym do końca zgodzić.
Nie tylko w MD, ale również w pozostałych dużych gazetach branżowych co miesiąc pojawia się moja rubryka, w której informuję, gdzie i kiedy będę startował w najbliższym czasie, o przyczynach i skutkach aktualnych zmian w diecie i treningu, planach na dalszą część roku oraz odpowiadam na pytania czytelników. Prowadzę również swój cykl „Road to ...”, który stanowi relację z bieżących etapów przygotowań do zawodów, ilustrowaną aktualnymi zdjęciami z treningu. To tyle odnośnie promocji w prasie branżowej.
Jeśli chodzi o Internet sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. W przypadku większości zawodników (może za wyjątkiem Jaya Cutlera) robieniem filmów i promocją w Internecie zajmują się ich sponsorzy lub portale internetowe i firmy związane z kulturystyką, bo to właśnie im zależy na podtrzymaniu zainteresowania zawodnikami i zawodami, co przekłada się również na zainteresowanie oferowanymi przez nich produktami. Dobrym przykładem takiego działania jest portal Team Andro, który wykorzystał do własnej promocji popularność Roelly’ego Winklaara, jednocześnie promując go jako zawodnika. Można powiedzieć, że korzyść była obopólna.
Mój sponsor, hiszpańska firma odżywkowa Nutrytec, nie sprzedaje swoich produktów w USA i raczej nie planuje tego w najbliższym czasie, a sprzedaż jej odżywek w Polsce jest marginalna. Oczywiste jest więc, przynajmniej dla mnie, że nie będzie wyrzucał pieniędzy na robienie czegoś, z czego nie może czerpać korzyści. Mało kto wie, że mam swoją linię odżywkową Xtreme Pro, która w Hiszpanii i krajach ościennych sprzedaje się jak ciepłe bułki. Mój sponsor wydaje hiszpańskojęzyczną wersję Ironmana, w której również większość reklam, to reklamy jego produktów. To jest rodzaj promocji, w którą firmie rzeczywiście opłaca się inwestować, bo przynosi ona wymierne korzyści w postaci zwiększenia sprzedaży.
Mógłbym oczywiście ponownie nawiązać współpracę z MD przy produkcji filmów z treningów przed zawodami, ale warunkiem jest przyjazd do Gdańska raz na jakiś czas, co ze względów czasowych i organizacyjnych w żaden sposób nie mieści się w moich planach. Ponadto współpraca z polskim MD w żaden sposób nie przekłada się na moją obecność w MD w Stanach, bo Amerykanie sami decydują co, od kogo i kiedy chcą opublikować.
Istnieje jeszcze opcja − samodzielne zajęcie się własną promocją. Jeśli jednak miałbym od czasu do czasu wrzucać do Internetu amatorską fotkę zrobioną telefonem komórkowym, po treningu, w toalecie na siłowni i z dresami opuszczonymi z lenistwa do kostek, to spaliłbym się ze wstydu. Zresztą, cóż to za promocja i do kogo skierowana?
Lubię profesjonalizm, co oznacza, że musiałbym komuś zapłacić za profesjonalne wykonanie filmów, obróbkę i wstawianie do Internetu. Myślę, że już dostatecznie dużo zainwestowałem w kulturystykę, i nie będę porywać się na coś takiego, bez gwarancji sukcesu w postaci 1. miejsca na zawodach.
Mylą się bowiem ci, którzy twierdzą, że moje słabe miejsca na zawodach są wynikiem braku promocji. Tak naprawdę niewielu zawodników jest dobrze promowanych w Internecie poprzez profesjonalnie robione filmy i zdjęcia, za zrobienie których zawodnik dostaje niemałe pieniądze lub mieści się to w jego kontrakcie z firmą sponsorską. W tym sporcie niczego nie dostaje się za darmo, przynajmniej na poziomie zawodowym, i wszystko ma podtekst finansowy.
W USA klucz do sukcesu na zawodach stanowi sponsor. Sędziowie, działacze i właściciele firm są powiązani wspólnymi interesami i wszyscy uważają ten stan za normalny. Na zawodach jest jeden sędzia główny, który sugeruje, którzy zawodnicy mają być brani pod uwagę, jako potencjalni finaliści, a nierzadko wyznacza nawet pożądaną kolejność miejsc. Oczywiście zadaniem zawodników jest przygotowanie się i wyjście w formie, która nie będzie budziła zdecydowanych sprzeciwów, jeśli chodzi o znalezienie się w finale.
Żeby być wysoko ocenianym, trzeba mieć sponsora wśród amerykańskich firm odżywkowych, do tego kontrakt z gazetą branżową − najlepiej z MD lub Flexem − amerykańskie obywatelstwo i w miarę dobry wygląd, który jednak nie jest najważniejszy.
Dodatkowo dobrze oceniani są zawodnicy, którzy mają już za sobą sukcesy, albo młodzi debiutanci, którzy mieli dobre wejście w postaci wygranej na zawodach amatorskich w USA (NPC lub Arnold Amatorów). Przydatny jest też znany trener cieszący się dobrą marką, który ma szereg kontaktów w środowisku.
Ponieważ nie spełniam żadnego z powyższych warunków, może oprócz dobrego wyglądu, chociaż niektórzy i tego mi odmawiają, nie mam szans na uplasowanie się w czołówce. Chyba, że akurat trafię na zawody, w których będą obsadzone 2−3 pierwsze miejsca, a pozostali będą oceniani za formę startową, tak jak to miało miejsce dwa lata temu w Sacramento, gdzie zdobyłem kwalifikację na Mr. Olympia.
Oczywiście ktoś mógłby zwrócić mi uwagę, że moje rozumowanie jest błędne ponieważ np. Ronny Rockel nie jest Amerykaninem, nie ma odpowiedniego sponsora z USA, a mimo to jest notowany na Olympii bardzo wysoko. Owszem. Jednak Rockel po pierwsze, o ile mnie pamięć nie myli, nie wygrał nigdy żadnego konkursu w USA, po drugie bardzo dużo czasu zajęło mu dojście do prezentowanego obecnie poziomu, po trzecie jest typem zawodnika, który w zasadzie nie ma żadnych mankamentów sylwetki i prawie niczego nie można mu zarzucić, co się rzadko zdarza nawet u najlepszych zawodników amerykańskich. Poza tym uważam, że akurat Ronny Rockel odgrywa w USA rolę „chłopca do bicia”. Amerykanie potrzebują dobrego zawodnika spoza Stanów, którego mogą pokonać.
Większość zawodników spoza USA wcześniej czy później dochodzi do wniosku, że jeśli mają tam robić karierę i awansować, to muszą się przeprowadzić, żeby być postrzeganym jako „swój”. Dobrym przykładem jest Dennis Wolf, zawodnik, który obecnie mieszka w Las Vegas. W czasie konferencji prasowej przed Mr. Olympia nie potrafił udzielić Bobowi Cicherillo odpowiedzi na pytanie, jakiej jest narodowości. Tarek Elsetouhi przy zgłoszeniu na listę startową podaje trzy kraje pochodzenia: Niemcy, USA i Egipt. Dennis James, który w zeszłym roku na Mr. Olympia ogłosił oficjalne zakończenie kariery zawodniczej, dopiero pod jej koniec wygrał zawody mniejszej rangi. Na pewno nie ułatwił mu tego fakt, że jako kraj pochodzenia wpisywał Niemcy, chociaż mieszkał w USA.
Za czasów Weiderów konkursy zawodowe były naprawdę międzynarodowe, obecnie mają status międzynarodowych, ale sędziowie najwyraźniej kierują się nacjonalizmem, co jest uzasadnione z ich punktu widzenia. Gdyby tegoroczne zawody w Madrycie odbywały się w USA nikt nie pozwoliłby mi wygrać z Toneyem Freemanem.
Mimo, że nie zamierzam w najbliższym czasie zmieniać obywatelstwa ani uparcie szukać sponsora wśród pięciu topowych amerykańskich firm odżywkowych, będę nadal próbował swoich sił w zawodach, bo lubię startować i rywalizować na scenie z innymi zawodnikami.
Ponieważ jestem z natury przekorny i bawi mnie obalanie mitów i różnych teorii wyssanych z palca, spróbuję w bliskiej przyszłości obalić również moją „teorię spisku”. Watching me!
PS Pozdrawiam wszystkich kolegów z nowej federacji NAC i mam nadzieję, że przyczyni się ona do rozwoju kulturystyki w Polsce.
Muscular Development |
Główne działy na stronie |
Twoje konto |
Linki |
