Witajcie. W tej części „Ciemnej strony mocy” postaram się przybliżyć czytelnikom jeden z najnowszych, najciekawszych i jednocześnie wciąż pełen tajemnic środek wspomagający, jakim jest IGF-1.
Co to takiego i jak to działa? Insulin-like Growth Factor-1 (Insulinopodobny Czynnik Wzrostu -1), bo tak brzmi jego pełna nazwa, to polipeptyd składający się z 70 aminokwasów, wykazujący duże podobieństwo w budowie do insuliny. Jest on produkowany w wątrobie i mięśniach szkieletowych w odpowiedzi na puls (naturalne wydzielanie) lub iniekcyjne podanie GH. Jego spektrum, czyli zakres działania, jest dużo szersze, niż wydaje się większości trenujących. IGF-1 jest nie tylko niezwykle silnym anabolikiem, powodującym hipertrofię, czyli rozwój komórek mięśniowych, ale odpowiada także za ich hiperplazję, czyli podział. W praktyce oznacza to niepowstrzymany i nieograniczony stały rozwój masy mięśni. Ale na tym nie koniec. IGF-1 jest silnym lipotropem, czyli spalaczem tkanki tłuszczowej, zwiększa przyswajanie chondroityny i glukozaminy, uwrażliwia komórki na działanie insuliny, regeneruje układ nerwowy, jest silnym antykatabolikiem, nasila produkcję białych krwinek, a także obniża poziom złego cholesterolu LDL. I jeszcze jedna ciekawostka – IGF-1 jest niewykrywalny w czasie jakichkolwiek testów antydopingowych. Jedynym sposobem jego wykrycia w organizmie sportowca jest przeprowadzenie biopsji mięśnia, a na to nigdy żadna komisja nie uzyska zgody.
W latach 90. ubiegłego stulecia rozpoczęto zakrojone na szeroką skalę badania, najpierw na szczurach laboratoryjnych, i uzyskano szereg zadziwiających rezultatów. Otóż okazało się, że szczury, którym podawano IGF-1 stawały się dużo bardziej muskularne i silniejsze niż osobniki, którym nie podawano IGF-1, ale za to poddawano je intensywnym treningom. Nietrudno się domyślić, że szczury, które trenowały i korzystały z pomocy IGF-1 przerastały wszystkie pozostałe. Wkrótce rozpoczęto testy na ludziach i wyniki były podobne.
Początkowo przeszkodą była niestabilność tego hormonu. Jego delikatna struktura powodowała, że nawet transport i towarzyszące mu wstrząsy degradowały IGF-1 do zbioru bezużytecznych peptydów i pojedynczych aminokwasów. Naukowcy w laboratoriach szybko temu zaradzili i tak powstał LR3 IGF-1, postać o wiele bardziej stabilna i jeszcze silniejsza.
Co sprawia, że nowa postać tego środka jest lepsza od pierwotnej wersji? Należy pamiętać, że tak jak w przypadku sterydów, droga do receptora w komórce nie jest prosta. Po drodze hormon napotyka wiążące go białka, które pewną jego część czynią bezużyteczną dla rozwoju mięśni w danej chwili, bo tylko wolna, czyli niezwiązana, postać hormonu może przyłączyć się do receptora komórki. W przypadku IGF-1 takich białek jest aż sześć! Naukowcy rozwiązali ten problem i kwestię niestabilności za jednym zamachem. Wydłużyli łańcuch aminokwasów z 70 do 83 i tak powstał L(long)R3 IGF-1. Jego aktywność wzrosła do ponad 8 godz., co wyeliminowało konieczność wielokrotnych iniekcji w ciągu dnia, stabilność jest porównywalna ze stabilnością GH, a przede wszystkim siła jego działania wzrosła ponad trzykrotnie! Jak silny jest odpowiednio zaaplikowany LR3 IGF-1? Łamy MD to nie rozprawa naukowa, więc użyjmy obrazowego porównania. Jeśli sterydy anaboliczne to stary Ford Model T z początku XX wieku, to LR3 IGF-1 jest gwiezdnym niszczycielem Dartha Vadera. Między tymi środkami jest przepaść pod względem siły i spektrum działania, ale zanim zaczniecie rozpytywać o ten środek i szukać go w necie, jak zwykle kilka słów ostrzeżenia. Skutki uboczne stosowania LR3 IGF-1 są po prostu jeszcze nie do końca poznane. Tak naprawdę to w ogóle niewiele o nich wiemy, gdyż środek ten jest zbyt nowy. Tyle tytułem ostrzeżenia, przejdźmy więc do strony praktycznej.
LR3 IGF-1 w postaci handlowej wygląda podobnie jak GH. Podobnie też należy go transportować i przechowywać, choć dłużej zachowuje stabilność w temperaturze pokojowej. Po rozpuszczeniu należy bezwzględnie przechowywać go w lodówce i nigdy nie używać do jego rozpuszczania roztworu soli fizjologicznej. Najlepsza do tego celu jest woda bakteriostatyczna.
Teraz najważniejsza kwestia. Jak stosuje się LR3 IGF-1? Jak wspomniałem wyżej, hormon ten m.in. uwrażliwia komórki na działanie insuliny. Można go podawać po treningu, co jest opcją zdecydowanie najlepszą, lub rano i po treningu. Środek ten działa potężnie w połączeniu z GH i insuliną, nie jest to więc w żadnym wypadku system wspomagania dla początkujących czy średniozaawansowanych kulturystów. System ten wymaga jednoczesnego podawania wielu suplementów, rygorystycznego przestrzegania pór i składu posiłków i intensywnych, regularnych treningów. Czego możemy oczekiwać w zamian? Czas niezbędny do pełnej regeneracji między treningami zostaje zauważalnie skrócony. Tempo leczenia kontuzji znacznie wzrasta, siła i masa mięśni rosną z dnia na dzień, a poziom tkanki tłuszczowej, mimo wysokokalorycznej, wysokowęglowodanowej diety, wciąż spada… Nabite na treningu mięśnie zachowują ukrwienie jeszcze wiele godzin później.
Żeby osiągnąć maksymalne korzyści ze stosowania tego hormonu, należy przyjąć go w odpowiedniej kombinacji. Wygląda to w następujący sposób. Godzinę przed rozpoczęciem treningu zawodnik bierze 10 IU hormonu wzrostu, 30 min przed treningiem podaje sobie insulinę krótkodziałającą w dawce odpowiedniej do masy ciała. Natychmiast po przyjęciu insuliny wypija koktajl składający się z 30−50 g hydrolizatu serwatki, 30−40 g dekstrozy i 70−100 g maltodekstryny, do tego 5−10 g BCAA, 5 g kreatyny, 3−5 g związków argininy, czyli popularnych NO boosterów i zestaw minerałów, witamin oraz antyoksydantów. Podczas treningu, co kilka minut, zawodnik pije koktajl składający się z hydrolizatu serwatki i 100−150 g maltodekstryny. Około godziny po zakończeniu sesji treningowej przyjmuje 40−100 µg (mikrogramów) LR3 IGF-1 i zjada pełnowartościowy, lekkostrawny posiłek zawierający minimum 150 g węglowodanów i 50−60 g białka, dodając zestaw witamin, minerałów, antyoksydantów i 10 g BCAA. Kolejne posiłki należy spożywać w odstępie 2−2,5 godz.
Zauważyliście z pewnością, że insulinę krótkodziałającą podaje się przed treningiem. Jest to praktyka bardzo niebezpieczna, a jeśli ktoś chciałby pominąć przed- i śródtreningowy koktajl proteinowo-węglowodanowy, to prawdopodobieństwo wystąpienia hipoglikemii zamienia się w pewność, ze wszystkimi tego fatalnymi następstwami, do śpiączki i śmierci włącznie. Jeszcze raz ostrzegam. Nigdy tego nie próbujcie, jeśli nie wiecie dokładnie jak to zrobić lub jeśli nie macie możliwości skonsultowania się z kimś, kto rozwieje wszystkie wątpliwości.
Tajemnica działania tego systemu opiera się na założeniu, że jeśli już podczas treningu zmusimy mięśnie do przyswojenia wszystkich tych makro- i mikroskładników, to czas potrzebny na regenerację zostanie skrócony do minimum, tym samym faza superkompensacji i wzrostu nadejdzie szybciej. Jaka teoria by za tym nie stała, w praktyce sprawdza się znakomicie. Zawodnicy mówią o niesamowitych efektach, przyroście czystej masy mięśni i pompie treningowej niespotykanej nigdy dotąd. Jak powinna wyglądać reszta wspomagania? Wiele zależy od pory treningu. Jeśli sesja treningowa przypada w godzinach porannych, to oprócz 10 IU GH podanych godzinę przed treningiem, podaje się kolejne 10 IU przed snem. Można wziąć 5 IU GH rano, 10 IU GH przed treningiem, jeśli wypada w godzinach południowych i 5 IU GH przed snem. Całość uzupełnia stack sterydowy skomponowany w/g uznania zawodnika. Insulina w tym systemie podawana jest tylko w dni treningowe i tylko raz dziennie. W połączeniu z LR3 IGF-1 jest to dawka całkowicie wystarczająca. Większa ilość insuliny jest zbędna, a nawet szkodliwa z punktu widzenia jakości muskulatury. Zakładam, że każdy zawodnik, który decyduje się na ten system wspomagania, jest zainteresowany przyrostem maksymalnie czystej masy mięśni, a czasy, gdy postępy mierzył nabijanymi kilogramami już dawno minęły… Rozpiętość podanych ilości węglowodanów i białek wynika oczywiście z różnicy masy ciała zawodników. Kulturysta o masie ciała przekraczającej 130 kg potrzebuje więcej niż ten, którego waga oscyluje wokół 100 kg. W celu maksymalizacji efektów należy pamiętać o odpowiedniej podaży BCAA, kreatyny, NO boosterów, witamin, minerałów, antyoksydantów, kwasów tłuszczowych i oczywiście białek i węglowodanów. Ilość posiłków nie powinna być mniejsza niż 6−7, nie wolno zapominać też o wodzie, którą należy pić w dużych ilościach – im więcej, tym lepiej.
W poprzedniej części „Ciemnej strony mocy” omawiałem stosowanie insuliny, GH i sterydów w prostym cyklu masowym, obliczonym dla zawodnika o masie około 110 kg. Po tych 6 tygodniach nasz kulturysta jest już dużo większy, przyrosty rzędu 10−15 kg nie są rzadkością… Masa jego ciała to około 125 kg. Przez następne 2 tygodnie trenuje bez pomocy insuliny, po czym zaczyna stosować omawiany dzisiaj system wspomagania z wykorzystaniem LR3 IGF-1. 7−10 tygodni to optymalny czas podawania tego hormonu i po tym okresie czasu wprowadza się kolejne zmiany. O tym napiszę szerzej w kolejnej części „Ciemnej strony mocy”.